|
Polski majsterklepka potrafi wszystkoPolski majsterklepka potrafi wszystkoSerwis nadal użyteczny Odkurzacze nie psują się zbyt często. Jeśli już, to głównie z winy użytkownika, który nie przestrzegał zaleceń producenta. Często klienci poszukują nowej obudowy, bo dziecko potraktowało odkurzacz jako samochód do zabawy. Poszukiwane też są ssawki, które mają tendencję zapodziewania się w różnych, tajemniczych miejscach. Węże kupuje się wówczas, gdy po paru latach zaczynają być dziurawe. Bądź też wymienia na nowe, bo te zrobione są nie tylko z lepszych materiałów, ale o wiele ładniejszych. Największym powodzeniem cieszą się worki papierowe. Tak do polskich, jak i zagranicznych modeli. Gdzie je wszystkie kupić ? Ano, właśnie w zakładzie usługowym, bo tu najczęściej w sprzedaży jest ich cała gama. Natomiast do sklepów AGD sprowadzane są często tylko do typów aktualnie sprzedawanych. - Trzeba uważać na podróbki - mówią mechanicy zakładów usługowych. - Taki worek kupowany na rynku czy czasami nawet w sklepie jest z byle jakiego papieru, albo ma za mało warstw i pęka. A jak pęknie, kurz leci na silnik i nawet filtr wewnętrzny nie pomoże. Na podróbie się zaoszczędzi, a na naprawie straci dużo więcej. Najstarszymi odkurzaczami trafiającymi do zakładów usługowych są polskie Alfy, produkowane kilkanaście lat temu. Chodzą do dziś, a jedyne, co należy w nich wymienić, to szczotki w silniku. Nie mają zbyt dużej mocy i są głośne, ale właścicielom to nie przeszkadza. Obecnie, mimo że przez producenta przystosowane były tylko do worków stałych płóciennych, teraz można zakładać do nich również papierowe. - To jedna z zalet polskiego odkurzacza, do którego zawsze wszystko jest - mówi Lech Komorowski z NKN Serwis. - A z częściami to bywa tak. Polak lubi majsterkować i woli kupić nowy element, niż zlecić naprawę. A później przynoszą nam urządzenie rozebrane na detale. Rozebrać rozebrali, ale gdy chcieli złożyć, części było za dużo. Na rynku w sprzedaży jest niemal wszystko i może dlatego punkty świadczące usługi musiały zmienić swoją ofertę. Już nie tylko naprawiają, ale również sprzedają części. Co, jak pamiętamy, jeszcze kilka lat temu było nie do pomyślenia. Wówczas odkurzacz złożony z części kosztował mniej, niż kupiony w sklepie. Teraz części są dużo droższe i bywa, że zamiast naprawy lepiej kupić nowy. Gdzie ? Oczywiście również w punkcie usługowym. mdr 29.09.2009. 12:59 Mutanty - szansa czy zagrożeniePrawie 70 procent Polaków popiera żywność zmutowaną genetycznieMutanty - szansa czy zagrożenie Aż 69 procent Polaków popiera badania nad żywnością z wykorzystaniem biotechnologii i inżynierii genetycznej. Takie są wyniki badañ OBOP przeprowadzonych w ramach projektu Life Sciences in European Society finansowanego przez Unię Europejską i Komitet Badañ Naukowych. Skonfrontowaliśmy je z opiniami szczecinian, spotkanymi obok naszej redakcji. Na 25 osób przepytanych wszystkie były przeciw manipulacjom genetycznym. Trzy najbardziej reprezentatywne opinie przedstawiamy. Zdajemy sobie sprawę, że nie była to próba reprezentatywna dla poglądów wszystkich Polaków. A co ci myślą według OBOP? Około 90 procent badanych uważa, że wszelkie prace w tym względzie powinny być kontrolowane i nadzorowane przez odpowiednie władze. Przy tworzeniu norm prawnych nie powinno się uwzględniać opinii przedstawicieli organizacji religijnych, a kierować racjonalnymi naukowymi przesłankami. Wysokie poparcie, bo aż 88 procent ma wykorzystywanie biotechniki i inżynierii genetycznej w pracach nad nowymi lekami i szczepionkami. Polacy nie do koñca są jednak przekonani o efektywności nowych metod. Tylko 45 procent wierzy w pozytywny ich efekt. Tylko 20 procent uważa, że inżynieria genetyczna nie umożliwi wprowadzenia nowych metod leczniczych. Znaczenie wykorzystania nowoczesnej biotechnologii Polacy zauważają również w ochronie środowiska. Prawie 37 procent uważa, że stosowanie tych metod zmniejszy zanieczyszczenie środowiska, a 26 procent ma przeciwne zdanie. I najważniejsze - jedzenie. 35 procent deklaruje zakup żywności genetycznie zmodyfikowanej ze względu na lepsze wartości odżywcze. Tylko (a może aż) 31 procent nie kupiłoby takiej żywności. Prawie połowa, bo 47 procent gotowe jest kupować zmodyfikowaną żywność ze względu na przedłużoną trwałość. Najbardziej pozytywnie do inżynierii genetycznej, a jednocześnie do żywności zmodyfikowanej genetycznie nastawiona jest młoda część naszego społeczeñstwa. Szczególnie ta, która jest dobrze sytuowana i posiada wyższe wykształcenie. Sonda uliczna Co sądzą szczecinianie na temat żywności genetycznie modyfikowanej. Emilia Wytrykowska rencistka, były pedagog Mam bardzo złe zdanie na temat takiej żywności. Nie ufam jej. Taka żywność nie może być obojętna dla organizmu ludzkiego. Nie pozostaje też bez wpływu na zmiany genetyczne. To, że nauka potrafi genetycznie zmieniać rośliny i zwierzęta nie znaczy, że od razu należy uzyskiwaną z nich żywność i wprowadzać ją do sprzedaży. Na badanie skutków trzeba lat. Aneta Braun, mama na urlopie wychowawczym Taka żywność do niczego dobrego nie prowadzi. To wszystko jest sztuczne, a tylko naturalne produkty są "przewidywalne". Dziwię się, kto zezwala na jej sprzedaż i czym się przy takiej decyzji kierowano. To nie jest w porządku. Swojemu dziecku nie podałabym takiej żywności. Powinna być, o ile już zostanie wprowadzona do sprzedaży, ekstra oznaczona. To chyba jednak niemożliwe, bo producenci kierują się jedynie zyskiem. Przykładem takiego oszustwa jest żywność z napisem "producent krajowy". A jak się wczytamy w "małe literki", to wcale tak nie jest. Maciej Kałka, student socjologii Nie powinno się takich rzeczy wprowadzać na rynek. Słyszałem, że taka żywność sprawia, że bardzo dużo osób staje się alergikami. Naturalna żywność wprawdzie jakoś tam jest zabrudzona, ale działa też uodporniająco na organizm. Sztuczna sterylizuje, a więc nie wzmacnia naszej wewnętrznej bariery immunologicznej. Nie twierdzę, że powinna być zabroniona, ale powinno się ją dopuszczać na rynek dopiero po wielu dokładnych badaniach. 29.09.2009. 12:51 Likwidator nie zgadza się z wycenąElstar w prokuraturze„Elstaru” nie ma, ale nadal trwa zamieszanie wokół spółki i jej majątku. Przypomnijmy, że spółka została pod koniec października ubiegłego roku postawiona w stan likwidacji. Później pierwszy jej likwidator został odwołany, a ostatnio walne zgromadzenie wspólników powołało dwóch nowych likwidatorów. Pierwszy został rekomendowany przez Ministerstwo Skarbu Państwa (Andrzej Racinowski z Ińska), drugi, to były pracownik spółki (Mariusz Borkowski). Komornik postanowił sprzedać majątek spółki, co też uczynił. Jego działanie wywołało kontrowersje zarówno wśród likwidatorów, jak i w zarządzie regionu Solidarność’80 Małopolska, który od początku domagał się od prokuratury śledztwa w sprawie doprowadzenia spółki do upadłości przez jej właściciela. - Podejmowałem wiele działań, by nie dopuścić do sprzedaży majątku spółki – powiedział „Głosowi” Stanisław Diduch. – Nie udało się, czego nie chcę dziś komentować. Powiem tylko, że to była bardzo trudna likwidacja. Żadnego z akcjonariuszy nie interesowało to, że nie było pieniądzy dla pracowników. Cała sytuacja była wręcz „nienormalna”. Stanisław Diduch, pierwszy likwidator spółki, nie był nim długo. Został niespodziewanie dla niego odwołany przez akcjonariuszy z pełnionej funkcji. Co ciekawe, jeden z dwóch nowych likwidatorów, kontynuując działania pierwszego likwidatora zwrócił się do stargardzkiej prokuratury o wszczęcie śledztwa przeciwko Komornikowi Sądowemu przy Sądzie Stargardzkim. Powód – zaniżenie wartości jednej z nieruchomości „Elstaru” oraz sprzedaż części wyposażenia elewatora i młyna, tj. o przestępstwo z art. 231 $1 k.k. i z art. 297 $ 1 pkt. 4 k.p.k. Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa. W uzasadnieniu stwierdzono m.in. że brak jest danych dostatecznie uzasadniających popełnienie przestępstwa. Prokuratura nie znalazła podstaw do tego, by kwestionować wyceny dokonane w toku postępowania egzekucyjnego wyceny oraz nie stwierdziła rażących uchybień w zastosowaniu przepisów prawnych. W ostatnich dniach Andrzej Racinowski, jeden z dwóch nowych likwidatorów złożył do Prokuratury Okręgowej w Szczecinie zażalenie na postanowienie stargardzkiej prokuratury. Dowodził, że te same nieprawidłowości mogą powodować, iż spełnione zostaną przesłanki przestępstwa wyrządzenia szkody przez funkcjonariusz publicznego poprzez przekroczenie uprawnień, co powinno interesować organy ścigania. Zarzucił również stargardzkim prokuratorom, że miała ona w rękach różniące się między sobą wyceny dokonane przez kilku specjalistów i nie dokonali ich analizy. Przypomnijmy, że komornik sprzedał majątek „Elstaru” m.in. firmie „Al-Samer”, której właścicielem jest Irakijczyk Hassan Al-Samer. Dwa elewatory i młyn wycenione na 5 mln 480 tys. zł zostały sprzedane za 4 mln 110 tys. zł. Spółka irakijska zajmuje się skupem i sprzedażą zbóż. Jej główny właściciel wymieniany jest w najgłośniejszej i najdłużej toczącym się procesie grupy 25 biznesmenów (jest w tej grupie również biznesmen spod Stargardu Zenon F.) oskarżonych o wyłudzenie prawie 20 mln zł z banków i firm rolniczych. Każda niemal rozprawa pełna jest niespodzianek i nagłych zwrotów. Podczas ostatniej (17 maja) obrońcy jednego z oskarżonych próbowali doprowadzić do zmiany przewodniczącego składu sędziowskiego, a gdy to się nie udało, do zmiany całego składu. Inni próbowali sprowadzić tłumacza, gdyż podobno osoba, którą reprezentują, nie zna polskiego na tyle, by rozumiała zadawane jej pytania. De facto – na poprzednich rozprawach pytania rozumiała. Wnioski obrońców zostały przez sąd odrzucone. Do sprawy sprzedaży „Elstaru” szerzej wrócimy w najbliższych wydaniach „Gospodarki”. mdr 29.09.2009. 12:46
<< Pierwszy < Poprzedni
[1 / 2]
Następny >
Ostatni >>
|
|
| copyright Biuro Poselskie | Wszelkie prawa zastrzeżone | drukarnie cyfrowe warszawa | numizmaty | komunikacyjne ubezpieczenia | Biuro Rachunkowe Częstochowa | London Builder | Karty kredytowe | zakład pogrzebowy | Alde Polska |